Budowa nowej marki na rynku sztuki

Categories:  MARKETING SZTUKI
Tags: , ,

Budowa nowej marki jest obarczona największym ryzykiem, wymaga dużych nakładów finansowych i czasu. Najczęściej marszand lansując nieznanego twórcę, do jego promocji używa własnej marki. Wprowadzanie nowej marki, nowego twórcy na rynek jest długotrwałym procesem, którego powodzenie zależy od rzeczywistych wartości produktu lub usługi dla nabywców, a także od spełnienia niezbędnych warunków.[1]

Rozciągnięcie marki oznacza użycie istniejącej marki produktu lub sprzedawcy na inne wytwarzane i sprzedawane wyroby dla wzmocnienia ich popularności i atrakcyjności dla nabywcy. Portfel znanych marek, to jeden ze sposobów strategii firmy handlowej, kupującej od dostawców i oferującej nabywcom asortyment produktów składający się ze znanych marek wyrobów.[2]

1. MAŁGORZATA KRUK, MARKETING W HANDLU DZIEŁAMI SZTUKI W POLSCE NA PRZYKŁADZIE FIRMY SIWIEC-ART | praca magisterska |
POLITECHNIKA RZESZOWSKA IM. IGNACEGO ŁUKASIEWICZA W RZESZOWIE, WYDZIAŁ ZARZĄDZANIA I MARKETINGU, KATEDRA MARKETINGU
2. T.Szucki, ” Encyklopedia marketingu”, Agencja Wydawniczo-Poligraficzna “Placet” wyd. I., Warszawa 1998

Przykład zastosowania strategii rozciągania marki:

Galeria sztuki “X”
Portfel marek Galerii “X” składa się z własnej marki handlowej “X”, marki organizowanych przez galerię wydarzeń artystycznych i promocyjnych, oraz z marek twórców, którzy współpracują z galerią “X”.
Prestiż i marka uznanych twórców przechodzą na dzieła nowych twórców, następuje “rozciągnięcie” marki znanego twórcy, a to poprawia notowania nowego twórcy, nowego wydarzenia artystycznego, notowania galerii “X”. Ułatwia też galerii “X” nawiązać współpracę z innymi uznanymi twórcami.


Konsekwencje dla artysty

Praktyka na polskim rynku sztuki pokazuje, że uznany/znany artysta nie otrzymuje żadnej rekompensaty za zgodę na “rozciągnięcie” własnej marki na innych twórców. Choć posiada świadomość własnej wartości rynkowej, często nie posiada świadomości, że ktoś nieodpłatnie “przejmuje” część tej wartości. To nie stanowiłoby większego problemu, gdyby owym przejmującym nie był bezpośredni konkurent artysty.

Galeria nie jest zobowiązana do konsultowania z uznanym artystą swoich zaproszeń do współpracy, w związku z czym w krótkim czasie poszerza grono “swoich” artystów o innych uznanych artystów (bezpośrednią konkurencję artysty), oraz o artystów aspirujących do roli takiej konkurencji. Po upływie pewnego czasu uznany artysta traci swoją pozycje przetargową, bo galeria w międzyczasie nawiązała współpracę z “mocniejszymi” lub bardziej rentownymi markami/artystami. Kiedy sprzedaż dzieł artysty spada, co jest naturalnym przebiegiem cyklu życia dzieła sztuki, galeria rezygnuje ze współpracy z artystą, lub “zamraża” jego prace w magazynie lub w kącie.

Ulubiona strategia marketingowa galerii sztuki

Categories:  MARKETING SZTUKI, artysta na rynku sztuki, sprzedaż dzieł sztuki
Tags: , , , , ,

“Strategia marki produktu” jest ulubioną strategią galerii* sztuki. Polega na “wykorzystaniu znaczenia marki produktu (pozycji artysty) w budowie korzystnej dla galerii pozycji rynkowej, ograniczaniu ryzyka działalności i tworzeniu jego pozytywnego wizerunku w otoczeniu.

źródło

W praktyce wygląda to tak, że galeria zaprasza do współpracy artystę o uznanej pozycji, artystę którego twórczość jest ceniona i rozpoznawalna. Wykorzystuje jego próżność, artysta czuje się dopieszczony i wyróżniony, no i cieszy się, że zyskuje kolejny punkt sprzedaży własnych prac. To ślepy zaułek. Galeria w zamian za dołączenie do “stajni” nie oferuje niczego, niczego nie gwarantuje.

Galeria poszerza swoją ofertę, a prace artysty nikną w masie rywali. Nie są wystarczająco widoczne, a jeśli są ambitne, trudne lub drogie nie sprzedają się. Artysta osiąga pozorną korzyść, i ponosi rzeczywiste koszty. Musi stworzyć i “zamrozić” w galerii więcej prac, co kosztuje, zwykle sam musi je do galerii dostarczyć i odebrać. Zdarza się, że prace zostają uszkodzone.

Galeria nawet jeśli nie sprzedaje naszych prac zyskuje. Ma rozpoznawalnego, znanego, uznanego artystę w swojej stajni, a zyskują mniej uznani artyści, bo to ich prace “się sprzedają”. Galeria zamiast zainwestować w promocję wykorzystuje w tym celu markę artysty.

* galeria rozpoczynająca działalność, galeria budująca wrażenie ekskluzywności, która jest jedynie parawanem komisu z obrazami; galeria, która nie współpracuje z uznanymi/rozpoznawalnymi artystami; galeria, której cała działalność polega na handlu dziełami, która nie angażuje się w żadne projekty artystyczne, nie inicjuje wydarzeń artystycznych, a co najwyżej organizuje charytatywne aukcje sztuki (aby o niej pisano, jednak to artyści ponoszą koszt tego wydarzenia).

Sytuacja na rynku sztuki.

Categories:  abc rynku sztuki
Tags: , , , ,

“Jak zauważa ArtTactic, poprawa na rynku sztuki następuje, ale bardzo powoli i oczywiście jest to związane z ogólną sytuacją gospodarczą na świecie i możliwością osiągnięcia „drugiego dna” kryzysu.” źródło: ArtBazaar

Aby inwestować w sztukę nie trzeba być milionerem.

Categories:  INWESTOWANIE W SZTUKĘ, abc kolekcjonera
Tags: , , ,

Utarła się opinia, że kupowanie obrazów, tworzenie kolekcji i handlowanie nimi to zajęcie dla elity finansowej. Sztuka nie jest pewną lokatą, jej wartość materialna wynika z wielu pozaekonomicznych zmiennych. Dużą rolę odgrywają media, epatując informacjami o zgromadzonych przez najbogatszych ludzi zbiorach o wielkiej wartości, o artystach, którzy jak Damien Hirst produkując “dzieła sztuki” przyczyniają się do utrwalania stereotypu, że wartościowa sztuka znajduje się poza zasięgiem przeciętnego inwestora.
Okazuje się jednak, że główny nurt handlu i inwestowania w obrazy to transakcje nie przekraczające kilku, kilkunastu tysięcy złotych. Za kilka tysięcy złotych można kupić rysunek dawnego mistrza, albo obraz twórcy współczesnego.

Wniosek nasuwa się sam: aby inwestować w sztukę nie trzeba być milionerem.

Aukcje w łódzkim Rynku Sztuki

Categories:  aukcja sztuki
Tags:

wyniki aukcji 10.04.2010
wyniki aukcji 25.04.2010

NASZ KOMENTARZ: Kolekcjonerzy stawiają na klasyków.

Rynek dzieł sztuki. Współczesne problemy i perspektywy rozwoju.

Categories:  SZTUKA I PRAWO, abc rynku sztuki
Tags: , ,

Dnia 31 marca 2010 roku w Warszawie odbyła się Ogólnopolska Konferencja Naukowa „ Rynek dzieł sztuki. Współczesne problemy i perspektywy rozwoju.” Miała ona na celu analizę stopnia regulacji i ingerencji ustawodawcy w obrót ruchomym dziedzictwem, jak i wyznaczenie perspektyw rozwoju rynku dzieł sztuki w Polsce. >> więcej >> prawnik.pl

Mówił pan o porażkach w biznesie. A najbardziej udana inwestycja?

Categories:  abc kolekcjonera
Tags: , , , , ,

Wojciech Fibak:  Obrazy. Ja żyję sztuką, to pasja intelektualna. Dzięki sztuce poznałem niesamowitych ludzi. Jako jeden z pierwszych na świecie zbierałem obrazy Jeana-Michela Basquiata. Przychodzili do mnie w Nowym Jorku Carla Bruni czy Eric Clapton i pytali, czyje to prace. Sztuka to pasja, ale i zabezpieczenie. Gdybym zainwestował w halę tenisową, musiałbym tam codziennie bywać, martwić się o prąd, pracowników, klientów. A obrazy wiszą sobie i dają mi niezależność.

Rozmawiali - Marta Mikiel i Rafał Kazimierczak.
Wojciech Fibak: wiele rzeczy mi się nie udało, Magazyn Sportowy /16.10.2009 22:32 za sport.onet.pl

Sztuka markowa.

Categories:  abc rynku sztuki
Tags: , , , ,

Powrót

 

No i mamy upragniony rynek sztuki, z całym jego dobrodziejstwem. W plastyce inaczej niż w teatrze czy kinie, gdzie to publiczność wydaje werdykt ostateczny, nie trzeba mizdrzyć się do masowej publiczności. Niestety artysta musi pozyskać środki niezbędne na powstanie i opublikowanie dzieła, którego nabywcami są pojedyncze osoby, dlatego to właśnie one muszą za to zapłacić.

Stach Szabłowski w artykule “Sztuka cenniejsza niż ropa” dostrzega, że rynek sztuki to trudny teren. Tu prawa ekonomii ulegają odkształceniom. Zastanawia się co kieruje bogatym nabywcą sztuki, a jako przykład podaje zakup dokonany przez Romana Abramowicza, który płacąc ponad 33 miliony dolarów za obraz Luciena Freuda wpływa na rynek, deformuje go swoim kaprysem, w taki sposób uczestnicy w klasycznej grze popytu i podaży. Szabłowski docieka, czy Abramowicz naprawdę “kocha Freuda bardziej niż nowego piłkarza, którego za te pieniądze mógłby nabyć do Chelsea?” I konstatuje, że właśnie na umowności polega specyfika rynku sztuki. “Wartości dzieł nie da się wyliczyć tak jak cen ropy. Przedmiotem handlu nie jest twardy towar, lecz jego ulotna wartość dodana. Przedmiotem negocjacji pozostaje ilość kulturalnego blasku, aury, która spłynie na nabywcę.

Rynek sztuki to pracownia alchemika, który zamienia dzieło w złoto. O sukcesie lub porażce decyduje zaplecze i jego ranga. Plastyka i jej dzieła to dobra specyficzne i nie chodzi o to, aby kupić je jak najtaniej, lecz przeciwnie, aby kupić jak najdrożej.

Nie wiem czy należy się cieszyć z takiego rozwoju wypadków. Sztuka podporządkowana rynkowi, a więc zyskowi staje się siłą rzeczy komercyjna. Nie wiem czy artysta zdoła się oprzeć tej niewidzialnej sile, od której zależy nie tylko jego “być albo nie być”, ale przede wszystkim to “jak” być?

Czy dzieła, które powstaną “na zamówienie rynku” będą nadal sztuką a nie jedynie luksusem lub rozrywką? Chociaż Szabłowski jest przekonany, że nadal mówimy o sztuce, kiedy stwierdza na zakończenie, że ” polskie mieszczaństwo, które przez ostatnich kilkanaście lat urządzało się materialnie, dojrzewa powoli, by zacząć urządzać się symbolicznie. “  zaczynam mieć wątpliwości. Przecież w takim rozumieniu, dzieło sztuki sprowadzone zostaje wyłącznie do roli luksusowego przedmiotu zaświadczającego o wysokiej pozycji jego posiadacza. Chyba jednak nie to jest zadaniem sztuki i artysty? Kolejność powinna być odwrotna. Najpierw powstaje dzieło, jeśli jest dobre w końcu zostaje oswojone, a wtedy nabiera wartości symbolicznej i rynkowej. Mieszczaństwo nie powinno być warunkiem koniecznym tego, by powstawała wartościowa sztuka.

Po 1989 r. współczesna sztuka uzyskała szeroki dostęp do publicznych instytucji.” - byłam przekonana, że plastyka współczesna zawsze miała dostęp do instytucji publicznych. Inne nazwiska, inne dzieła, ale w galeriach BWA, w Zachęcie czy CSW ZUJ nie pokazywano sztuki dawnej lecz plastykę współczesną. Nie pokazywano tam sztuki preferowanej przez pana Szabłowskiego, to prawda, ale czy można stwierdzić, że nie była to sztuka współczesna? Zdecydowanie nie. We wspomnianych galeriach prezentowano prace wartościowe i ważne dla nas. Polaków Nie wiem czy należy się wyrzekać naszej odrębności. Mamy znakomitych twórców, tworzą świetne dzieła, ale uparliśmy się by marginalizować ich dokonania, bo są lokalne, bo nie są trendy, bo są autorskie, rozpoznawalne i niewymienne.

Dziś, co wynika ze słów Szabłowskiego nie jest ważne co sobą reprezentuje dzieło. Ważne jest zaplecze. “Jak następuje przemiana płótna bądź filmu DVD w złoto? To doprawdy alchemiczny proces: retortami są marki instytucji, teksty krytyków, nazwiska kuratorów, brandy galerii, spisy telefonów marszandów, zmienne wiatry trendów, subtelna gra prestiżu i geografii. Kto, kogo, gdzie i kiedy pokazuje, kto o kim jak i dokąd pisze, w jakich kontekstach pojawia się sztuka i jaki sens nadaje jej się z zewnątrz.

Kto, gdzie, kiedy i ani słowa o kryteriach oceny wartości artystycznej dzieła sztuki. Wyceniając firmy, staramy się zdobyć informacje o ich rzeczywistej wartości, współczesnym dziełom sztuki i ich autorom nadajemy wartość, zupełnie tak jak markom, posługując się tymi samymi narzędziami. To sprawia, że prawdziwy kolekcjoner sztuki powinien być ostrożny, że najlepiej jeśli sam nauczy się oceniać wartość artystyczną dzieła sztuki.

[r]

więcej: Dziennik.p, “Sztuka cenniejsza niż ropa“, Stach Szabłowski