Sztuka markowa.

Categories:  abc rynku sztuki

Powrót

 

No i mamy upragniony rynek sztuki, z całym jego dobrodziejstwem. W plastyce inaczej niż w teatrze czy kinie, gdzie to publiczność wydaje werdykt ostateczny, nie trzeba mizdrzyć się do masowej publiczności. Niestety artysta musi pozyskać środki niezbędne na powstanie i opublikowanie dzieła, którego nabywcami są pojedyncze osoby, dlatego to właśnie one muszą za to zapłacić.

Stach Szabłowski w artykule “Sztuka cenniejsza niż ropa” dostrzega, że rynek sztuki to trudny teren. Tu prawa ekonomii ulegają odkształceniom. Zastanawia się co kieruje bogatym nabywcą sztuki, a jako przykład podaje zakup dokonany przez Romana Abramowicza, który płacąc ponad 33 miliony dolarów za obraz Luciena Freuda wpływa na rynek, deformuje go swoim kaprysem, w taki sposób uczestnicy w klasycznej grze popytu i podaży. Szabłowski docieka, czy Abramowicz naprawdę “kocha Freuda bardziej niż nowego piłkarza, którego za te pieniądze mógłby nabyć do Chelsea?” I konstatuje, że właśnie na umowności polega specyfika rynku sztuki. “Wartości dzieł nie da się wyliczyć tak jak cen ropy. Przedmiotem handlu nie jest twardy towar, lecz jego ulotna wartość dodana. Przedmiotem negocjacji pozostaje ilość kulturalnego blasku, aury, która spłynie na nabywcę.

Rynek sztuki to pracownia alchemika, który zamienia dzieło w złoto. O sukcesie lub porażce decyduje zaplecze i jego ranga. Plastyka i jej dzieła to dobra specyficzne i nie chodzi o to, aby kupić je jak najtaniej, lecz przeciwnie, aby kupić jak najdrożej.

Nie wiem czy należy się cieszyć z takiego rozwoju wypadków. Sztuka podporządkowana rynkowi, a więc zyskowi staje się siłą rzeczy komercyjna. Nie wiem czy artysta zdoła się oprzeć tej niewidzialnej sile, od której zależy nie tylko jego “być albo nie być”, ale przede wszystkim to “jak” być?

Czy dzieła, które powstaną “na zamówienie rynku” będą nadal sztuką a nie jedynie luksusem lub rozrywką? Chociaż Szabłowski jest przekonany, że nadal mówimy o sztuce, kiedy stwierdza na zakończenie, że ” polskie mieszczaństwo, które przez ostatnich kilkanaście lat urządzało się materialnie, dojrzewa powoli, by zacząć urządzać się symbolicznie. “  zaczynam mieć wątpliwości. Przecież w takim rozumieniu, dzieło sztuki sprowadzone zostaje wyłącznie do roli luksusowego przedmiotu zaświadczającego o wysokiej pozycji jego posiadacza. Chyba jednak nie to jest zadaniem sztuki i artysty? Kolejność powinna być odwrotna. Najpierw powstaje dzieło, jeśli jest dobre w końcu zostaje oswojone, a wtedy nabiera wartości symbolicznej i rynkowej. Mieszczaństwo nie powinno być warunkiem koniecznym tego, by powstawała wartościowa sztuka.

Po 1989 r. współczesna sztuka uzyskała szeroki dostęp do publicznych instytucji.” - byłam przekonana, że plastyka współczesna zawsze miała dostęp do instytucji publicznych. Inne nazwiska, inne dzieła, ale w galeriach BWA, w Zachęcie czy CSW ZUJ nie pokazywano sztuki dawnej lecz plastykę współczesną. Nie pokazywano tam sztuki preferowanej przez pana Szabłowskiego, to prawda, ale czy można stwierdzić, że nie była to sztuka współczesna? Zdecydowanie nie. We wspomnianych galeriach prezentowano prace wartościowe i ważne dla nas. Polaków Nie wiem czy należy się wyrzekać naszej odrębności. Mamy znakomitych twórców, tworzą świetne dzieła, ale uparliśmy się by marginalizować ich dokonania, bo są lokalne, bo nie są trendy, bo są autorskie, rozpoznawalne i niewymienne.

Dziś, co wynika ze słów Szabłowskiego nie jest ważne co sobą reprezentuje dzieło. Ważne jest zaplecze. “Jak następuje przemiana płótna bądź filmu DVD w złoto? To doprawdy alchemiczny proces: retortami są marki instytucji, teksty krytyków, nazwiska kuratorów, brandy galerii, spisy telefonów marszandów, zmienne wiatry trendów, subtelna gra prestiżu i geografii. Kto, kogo, gdzie i kiedy pokazuje, kto o kim jak i dokąd pisze, w jakich kontekstach pojawia się sztuka i jaki sens nadaje jej się z zewnątrz.

Kto, gdzie, kiedy i ani słowa o kryteriach oceny wartości artystycznej dzieła sztuki. Wyceniając firmy, staramy się zdobyć informacje o ich rzeczywistej wartości, współczesnym dziełom sztuki i ich autorom nadajemy wartość, zupełnie tak jak markom, posługując się tymi samymi narzędziami. To sprawia, że prawdziwy kolekcjoner sztuki powinien być ostrożny, że najlepiej jeśli sam nauczy się oceniać wartość artystyczną dzieła sztuki.

[r]

więcej: Dziennik.p, “Sztuka cenniejsza niż ropa“, Stach Szabłowski

Tags: , , , ,

Comments are closed.